Wybacz mi Leonardzie, czyli żyć czy nie?
Cześć! Pora na pierwszą w moim życiu recenzję, jesteście gotowi? Bo ja przerażona! Na pierwszy i najbardziej stresujący ogień rzucam książkę Matthew Quicka, która jest jedną z trzech jego książek dedykowanych młodzieży. Mowa tutaj o ''Wybacz mi Leonardzie'', która urzekła mnie okładką i choć nie tym kierowałam się gdy ją kupiłam to wiem, że moje oko bardzo lubi na nią patrzeć.
''Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.''
''Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.''
Spotkałam się z Quickiem już jakiś czas temu, obejrzałam film inspirowany jego książką, ale nie miałam przyjemność zagłębić się w jego słowa... to był błąd! Zamówiłam trzy jego książki (które również zrecenzuję) i od razu zabrałam się za Leonarda. Ten chłopak ubrany na czarno to nic w porównaniu z tym co czekało na mnie w środku...
''Zastanawialiście się kiedyś nad wszystkimi wieczorami waszego życia, których nie potraficie sobie przypomnieć? Tak prozaicznymi, że mózg nie zadał sobie trudu, by je zarejestrować. Setki, może tysiące wieczorów rozpoczęło się i zakończyło, nie pozostawiając żadnego śladu w pamięci. Czy to was nie przeraża? A co, jeśli wasz umysł zapamiętuje te niewłaściwe wieczory?''
Głównym bohaterem książki jak można się domyślić jest Leonard, który jest całkowicie inny niż jego rówieśnicy. Wyobcowany, wyalienowany ale za to ponadprzeciętnie inteligentny. Potrafi spojrzeć na sytuacje z takiej perspektywy z jakiej zwykli osiemnastolatkowie nie potrafią. Całe kilkaset stron opowiada o jego osiemnastych urodzinach. Chłopak budzi się rano, szykuje prezenty dla znajomych, zabiera pistolet do szkoły. Plan jest nadzwyczaj prosty. Zastrzelić swojego wroga i siebie. Aby na pewno prosty? Przez całą książkę Leonard ma nadzieję, gdzieś w głębi duszy, że znajdzie się ktoś kto jest w stanie odwieść go od tego pomysłu i pokazać mu lepsze wyjście.
''Tylko, proszę, nie wracaj do tego ponurego miejsca, do którego codziennie przychodzisz. Pokaż mi, że człowiek może być jednocześnie dorosły i szczęśliwy. Błagam! Żyjemy w wolnym kraju. Jeśli nie masz na coś ochoty, nie musisz tego robić. Możesz robić, cokolwiek chcesz. Być, kimkolwiek chcesz.''
Autor idealnie pokazał jego bunt wobec otaczającej go rzeczywistości pokazując, że ta słodko-gorzka realność jest czasami śmieszna i pretensjonalna. Czytając tę książkę miałam wiele razy łzy w oczach, oraz byłam lekko zdziwiona tym jak wiele prawdy ona ukazuje. Czułam, że postać (z którą oczywiście się utożsamawiałam) czyta mi właśnie w myślach.
''Ludzie, których nazywamy mamą i tatą, sprowadzają nas na świat, a potem nie zapewniają nam tego, czego potrzebujemy, ani nie dostarczają jakichkolwiek odpowiedzi- koniec końców każdy jest zdany we wszystkim tylko na siebie, a mnie takie życie nie odpowiada.''
''Wybacz mi Leonardzie'' to książka dla młodzieży ale i dla dorosłych. Każdy kto chce dostrzec to co widział on - ma prawo po nią sięgnąć. Prawdziwość całej jego historii poraża czytelnika i po jej skończeniu ma się wrażenie, że jak najszybciej trzeba zdjąć różowe okulary i zobaczyć czy nasze środowisko nie jest przypadkiem podobne do jego. To jak Leonard dostrzega nieszczęście w dorosłych jest niebywałe. Jego zdaniem wiodą życie szare, bez żadnej rozkoszy i zabawy. Tym bardziej nie chce dorosnąć i ucieka się do takich metod. Może i ja powinnam uciekać od tej szarości?
''Wygląda pani na bardzo nieszczęśliwą osobę. Większość ludzi, za którymi chodzę, tak wygląda. Zupełnie jakby nie lubili swojej pracy i nie lubili wracać do domu. Zupełnie jakby nienawidzili każdego aspektu swojego życia.''
Polecam każdemu, naprawdę, warto sobie usiąść któregoś wieczoru przy ciepłej herbacie i przeczytać. Wciągnęłam się tak mocno, że nie zasnęłam dopóki jej nie skończyłam i długo po finale miałam głębokie refleksje. Jestem z natury człowiekiem bardzo przeżywającym więc wpłynęło to na mnie niesamowicie.
''Wyjaśnijcie mi jednak, w jakim celu ludzie umieszczają w sieci porady, jak skutecznie popełnić samobójstwo? Czyżby chcieli oczyścić świat z takich ponurych dziwolągów jak ja? Czy podoba im się pomysł, aby poniektórzy się pociachali? Skąd ktoś ma wiedzieć, czy należy do grupy osób, które powinny sobie skutecznie podciąć żyły? Czy i na to pytanie można znaleźć odpowiedź w internecie? Wpisałem je w Google'a, ale nie znalazłem nic konkretnego. Tylko sposoby na skuteczne załatwienie sprawy. Bez żadnego uzasadnienia.''
Powiedzcie mi jeśli czytaliście, macie podobne spostrzeżenia? Jeśli nie, zachęciłam do przeczytania?



udany post, oby takich więcej
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo!
Usuń